Rozdział 1



Siedziałam zapłakana na parapecie w swoim pokoju wpatrując się w gwiazdy. Tusz spływał po moich policzkach. Zdenerwowana złapałam telefon - 22:34. Zeskoczyłam z mojego aktualnego miejsca i w pośpiechu złapałam bluzę leżącą na moim dwuosobowym łóżku. Zbiegłam ze schodów mało się nie potykając, dobiegłam do drzwi i głośno nimi trzasnęłam. W moją twarz uderzył powiew zimnego wiatru. Miałam na sobie tylko zniszczone trampki, podarte jeansy, czarną bokserkę i tego samego koloru, cienką, za dużą bluzę. Zaczęłam biec ulicami Londynu starając się nie potrącić żadnego przypadkowego przechodnia. Wychodziło mi to tak jakbym, na co dzień się tym zajmowała. Z daleka dostrzegłam wielki dom Jake. Otworzyłam drzwi, wbiegłam na schody prowadzące do jego pokoju.
- Jest Ja...?! - Krzyknęłam, ale jego mama przerwała mi krzycząc w odpowiedzi "w swoim pokoju". Ustałam na korytarzu i zaczęłam się rozglądać, usłyszałam ciche dźwięki hip-hopu, więc skierowałam się do ich źródła. Gwałtownie złapałam za klamkę, ponownie trzaskając drzwiami rzuciłam się na miejsce obok łóżka Jake. Oparłam się o nie, podciągnęłam nogi pod brodę i schowałam twarz w dłonie.  Po chwili poczułam ciepłe dłonie okrywające moje rozdygotane ciało. Pozwolił mi zmoczyć jego koszulkę.
- Więc rozłożyć materac? - Zapytał spokojnie, podniosłam głowę patrząc na niego - Okay. - Odpowiedziałam lekko się uśmiechając.
Podobne sytuacje zdarzały się nie jeden raz. Zawsze jak któreś z nas chcę uciec od rzeczywistości u drugiego rozkładamy materace czy po prostu koce i nie śpimy całą noc. Gadamy, słuchamy muzyki, gramy w gry video, próbujemy się uspokoić. Nie mamy przed sobą tajemnic. Zmusił mnie do opowiadania o tym, co się wcześniej stało. Płakałam przez chłopaka. Mojego byłego już chłopaka. Na wczorajszej imprezie weszłam do pokoju i zastałam go z jakąś pustą idiotką. Nie, nie siedzieli i nie pili głupiej herbatki przy stoliku dla lalek. Leżał na łóżku wzdychając, gdy ta pod kołdrą mu ssała. Tak myślę. Do dziś powtarzałam sobie, że to nie był on tylko ktoś do niego podobny. Jednak nie. Rano obudził mnie dźwięk przychodzącego SMS-a. Napisał mi, że mu przykro, że mnie kochał, ale że musimy już to skończyć. Poczułam się jak zwykły śmieć. To było straszne. Jeszcze, gdy rano schodząc do kuchni z zamiarem zrobienia sobie czegoś na śniadanie przeszłam obok sypialni rodziców i usłyszałam ich kłótnie. Drzwi były z lekka uchylone, więc wszystko widziałam. Tata krzyczał coś, że dłużej już tego nie wytrzyma i jego nadzieją na jej poprawę wygasła. Mama chyba zbiła wazon i rzuciłam walizkę na podłogę, która pod wpływem uderzenia się otworzyła. Cały czas nic nie mówiła tylko z impetem zaczęła pakować/wrzucać ubrania do bagażu.
- I dobrze - mruknął tata i zaczął kierować się w stronę wyjścia.
Zorientowałam się w miarę szybko i uciekłam do kuchni. Mam nadzieję, że mnie nie zauważył. Otworzyłam lodówkę i zaczęłam przeglądać jej zawartość. Po sekundzie do salonu, z którego jest pełen widok na kuchnię wkroczył tata. Opadł na kanapę i uśmiechnął się do mnie, również się uśmiechnęłam, choć naprawdę nienawidzę tego wymuszać. Gdy już siedziałam na blacie zajadając jogurt. Przeszła obok nas mama z walizką w ręce. Gdy mnie zauważyła, cofnęła się i do podeszłam, ucałowała mnie w czoło.
- Bardzo cię kocham, słońce. - Wyszeptała do mnie w jej oczach było widać ból. - Niedługo wrócę.
Zmartwiłam się. Niedługo wróci. Pewnie tak, jej praca głównie polega na dalekich wyjazdach. Ale co mam myśleć o tej kłótni. Wiele razy zdarzały się podobne, zawsze któreś niby się wyprowadzało, ale po paru dniach i tak wracało. Po tym wróciłam do pokoju i zrzuciłam z siebie piżamę, wzięłam orzeźwiający prysznic i ubrałam normalne ciuchy. Założyłam nike i poszłam na pobliskie boisko. Tam mogłam się wyżyć. Uwielbiam bezsensownie biegać za piłką i z zapałem w nią kopać. Jake był teraz w innym mieście, miał wrócić koło 22. Z Kaitlyn i reszta naszej grupy poszliśmy na obiad do MacDonald'a. Przeszliśmy się jeszcze do skate parku i tak minął mi dzień. O 21 usiadłam na ten cholerny parapet. Czemu dopiero wtedy zaczęłam płakać? Bo dopiero wtedy pogrążyłam się w myślach i wszystko to do mnie doszło. Opowiadałam wszystko z najmniejszymi szczegółami. Gdy skończyłam zegar pokazywał 23. Jake się podniósł i złapał nie za nadgarstek tak, że również wstałam. Pociągnął mnie w stronę okna.
-, Co? - Uniosłam brwi zupełnie zmieszana
- Po prosto chodź. - Odpowiedział i zaczął przez nie wychodzić, nie była to dla mnie nowość wiele razy tak wychodziliśmy
Jake mieszka na piętrze, ale nie jest tak źle. Pierwszy raz był najgorszy. Szliśmy przed siebie, doszliśmy na plac gdzie zawsze odbywały się różnego rodzaju imprezy i w ogóle. Teraz było tam coś w rodzaju wesołego miasteczka czy coś. Zdziwiło mnie trochę zachowanie Jake, nigdy mnie tam nie przyprowadzał. Idziemy na jakąś kolejkę? To chyba nie odpowiedni czas. Jednak się myliłam. Skierowaliśmy się stronę budynku położonego już przy placu. Tuż nad drzwiami widniał napis "Tatto", w oknach były porozwieszane szablony i zdjęcia ludzi pełnych tatuaży. Ej, CO? Gdzie on mnie prowadzi? Zawsze chciałam mieć jakiś tatuaż, ale nie przemyślałam tego do końca. Nie wiem gdzie i jaki. Weszliśmy do ponurego budynku. Przywitała nas dziewczyna miała około 20 lat, szczupła, ładna z wieloma tatuażami i piercingiem. Ubrana była w szorty i biała obcisła bluzkę do tego czarne vansy. Długie czarne włosy opadały na jej plecy. Powitała na uśmiechem i zwykłym 'hej'. Zaprowadziła nas do pokoju i kazała mi usiąść.
- To jaki chcesz tatuaż? - Zapytała serdecznie, dziwnie, że nie pyta mnie o wiek
Spojrzałam na Jake, szukając jakiejś odpowiedzi, ale on tylko dumnie się uśmiechnął i skrzyżował ręce. Pokazała mi parę szablonów, ale to nic nie dało. Postawiłam na klasyczny cytat. Oparłam się i wysunęłam lewą rękę w jej stronę. Siedziała obok mnie na niebieskim kręconym stołku. Na początku trochę bolało, ale potem zaczęłam się przyzwyczajać i spodobało mi się. Z salonu tatuażu wyszłam z dwoma stałymi rysunkami na moim ciele. Jeden znajdował się powyżej zgięcia lewego łokcia od wewnętrznej strony, było to "Only time will tell..." Drugi był poniżej mojego prawego ucha, przedstawiał małą czarną gwiazdkę. Ten weekend i poniedziałek zostałam u Jake. Początek tygodnia rozpoczęliśmy nieobecnością. Za to we wtorek po zajęciach można było podziwiać bójkę. Bił się Jake z Bradem - moim byłym - oczywiście ten pierwszy wygrał.
- Nie zranisz już więcej MOJEJ suki!!! - Krzyknął Jake po zadaniu ostatniego ciosu, który powalił Brada na ziemie.
Po całym tym zdarzeniu podszedł do mnie i nachylił się, pocałowałam go w policzek. Wskoczyłam na plecy Jake i niósł mnie, aż do mojego pokoju, postawił mnie dopiero pod drzwiami. 

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------



Siedzę w taksówce i podziwiam Nowy York. Jest kurewsko wspaniały. Dwa lata temu Jake wyjechał do college’u. Pierwszy rok się jeszcze z nim widywałam. Teraz ostatnio widziałam go rok temu. Nawet na wakacje nie przyjechał do Londynu, dupek. Musiałam się sama użerać z Kaitlyn, nie jest zła tylko specyficzna, nie każdy jest w stanie z nią wytrzymać. Poznałam ją bliżej jest sympatyczna i.... fajna? Akademik jest otwarty tydzień przed rozpoczęciem szkoły. Taksówkarz dowiózł mnie praktycznie pod same drzwi. Zapłaciłam mu i weszłam do środka. Na pierwszym piętrze był hala sportowa i szatnie, na drugim sale lekcyjne, a na dwóch następnych pokoje.  Były rozmieszczone dość daleko od siebie. Pojechałam windą na przed ostatnie piętro i doszłam do swojego pokoju. Otworzyłam drzwi, po mojej prawej stronie stała duża dwudrzwiowa szafa za nią równo ustawione dwa łóżka przyparte jednym, krótszym bokiem do ściany. Na przeciwko drzwi wejściowych ustawione były dwa biurka z parą obrotowych krzeseł. Pokój oświetlało światło słoneczne, nad biurkami znajdowało się okno, teraz z zupełnie podniesionymi zasłonami. Podeszłam bliżej, żeby położy bagaże i zasłonić jedną roletę. Spojrzałam w lewo i zobaczyłam jeszcze jedne drzwi, tak jak myślałam prowadziły do łazienki. Urządzonej na biało-czarno łazienki. Mam współlokatorkę, bo na łóżku leżą porozrzucane damskie ubrania. Postanowiłam zapoznać się z 'sąsiadami'. Zamknęłam pokój i zapukałam do drzwi obok. Otworzył mi wysoki i przystojny chłopak. Był chyba w moim wieku. Miał dłuższe włosy. Był ubrany w jeansy z wiszącymi szelkami, zwykły T-shirt i czarną bluzę. Ze środka pokoju słychać było śmiechy.
- Hej, w czym mogę pomóc? - Rozpoczął i krzywo się uśmiechnął
- Cześć, jestem tu nowa i będę mieszkać, obok, więc chciałam się poznać. - Powiedziałam i skrzywiłam głowę w lewo.
-Avan - przedstawił się i podał mi rękę - Victoria - uścisnęłam ją i weszłam z nim do środka
Pokój był podobny do mojego, dwie dziewczyny i chłopak siedzieli na łóżkach. Przedstawili się, jako Sam, Nicole i Hannah. Nie fatygowałam się żeby ściągnąć buty. Okazało się, że chodzimy razem na język angielski i geografie, a moją współlokatorką jest Nicole. Ten wieczór spędziliśmy w piątkę gadając o wszystkim i o niczym. W ogóle zapoznając się.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz