Rozdział 3



- Lubisz Starbucks, suko? – Zaczął Jake
- Nawet, jest trochę oklepany, ale w razie gdyby nic innego nie było w pobliżu może być. – Wyznałam – Wiesz, w Londynie jest parę chłopaków, których musisz pobić? – Chłopacy spojrzeli na nas pytająco
- Kiedyś pobiłem jej byłego chłopaka i jeśli jakiś inny jej dokuczał czy coś, przez tydzień nie mógł się podnieś. – Wytłumaczył
- Trudno też było rządzić szkołą/podwórkiem samej? – Tak my byliśmy tymi, którzy rządzili. Taka paczka, której każdy się słuchał i chciał się z nami zadawać.
- Tak sądzę, te suki nie zasługują na nasze towarzystwo. – Powiedział Jake, na co zareagowałam śmiechem.
Przed nami pojawiłam się restauracja. Weszliśmy do środka i usiedliśmy na końcu przy stoliku od okna. Utkwiłam między Lukiem a Alexem, gdy zadzwonił mój telefon. Spojrzałam na telefon: „Nieznany”.
- Halo? – Powiedziałam trochę zmieszana
- O której cię odebrać? – Odpowiedział pytaniem na pytanie
- Sam? – Rozpoznałam jego głos – przespaceruję się.
- Ach… okay – rozłączył się
Choć Jake pytał nie miałam ochoty im powiedzie z kim gadałam. Poszłam z Liamem zamówić dla wszystkich po shake’u. Z Suwbay’a wyszliśmy za godzinę. Szliśmy chodnikiem z daleka było słychać śpiew chłopaka siedział na schodach wejścia do kina i grał na gitarze. Śpiewał do tego jakąś piosenkę Eda chyba Sing. Podbiegłam do niego i zaczęłam śpiewać z nim. Właściwie to się drzeć. Wrzuciłam mu do futerału parę drobnych. Kręciłam się wokół siebie i głośno śmiałam. „Skąd ona ma tyle energii?” – Usłyszałam głos Jake.
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Następnym dniem była środa, nie poszłam do chłopaków do bractwa tylko zostałam w akademiku. Dokładniej w pokoju Sama. Po tym jak wstałam i się ogarnęłam miałam dziwną ochotę wytłumaczyć mu co wczoraj robiłam. Zapukałam do drzwi i bez odpowiedzi weszłam do pokoju. Zobaczyłam Avana leżał i wpatrywał się w sufit. Przywitałam się. Usiadłam obok niego. Sam brał chyba prysznic, bo było słychać dźwięki wody. Po paru minutach ubrany i z mokrymi włosami Sam wszedł do pokoju. Nie spodziewał się mnie rano w jego pokoju. Usiadł po między mną a Avanem. Potargałam jego mokre włosy, zawsze lubiłam tak robić Jake’owi. Avan na chwilę wyszedł i wrócił z Nicole. Coś się tu dzieje. We czwórkę poszliśmy na spacer do najbliższego parku. Jakoś tak minął nam dzień. Gdy leżałam już w łóżku, myślałam o wyglądzie tego tajemniczego chłopaka z bractwa, miał taki wspaniały głos. Myślałam też o Kaitlyn; ciekawe co teraz robi? Z moich myśli wyrwał mnie dźwięki mojego telefonu. Dostałam SMS-a. Odblokowałam telefon i nacisnęłam ikonkę.
Sam: Dobranoc
Czy wszystkim wysyła takie wiadomości? Nigdy nie pisałam z nikim w ten sposób, nawet z Jake. Pierwszy mój SMS o takiej treści. Uśmiechnęłam się na myśl o Samie. Odpisałam:
Vicky: Dobranoc.
Nie zdążyłam odłożyć telefonu na szafkę, mój telefon znowu zadrżał.
- Sam? – Zapytała Niki
Spojrzałam na telefon. Tym razem był to Jake.
- Nie. Jake. – Nie wspomniałam nic o wiadomości od Sama, nie chcę żeby coś sobie myślała
Jake: Jutro o 20 idziemy do klubu, będę po cb za 15.
Vicky: W czwartek?
Jake: Mamy wolny tydzień.
Vicky: Okay x  
Teraz znowu zastanawiałam się w co się jutro ubiorę, czy Niall tam będzie, jak się umaluję i w ogóle. Zamknęłam oczy śpiewając w głowie Roger Rabbit. Już prawie zasypiałam gdy Nicole się odezwała.
- Jake? Jake z bractwa? Czyli zadaję się z tą popularną. – Powiedziała. Musiała się nad tym długo zastanawiać
- Tak i się do tego przyzwyczaj. – Powiedziałam i usnęłam

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz